CLXXX (180) odc. ZOBACZYŁ WE MNIE COŚ, CZEGO SAM NIE WIDZIAŁEM.
1. Nie potrafiłem kraść.
2. Główne źródło problemów.
3. Nie masz czasu?
Odcinek CLXXX(180)
1. TEMAT: Zobaczył we mnie coś, czego sam nie widziałem.
2. TEMAT: 73% mężczyzn nie ma..
3. TEMAT: Sukces karmi się…
4. TEMAT: Dziękuję.
5. Kalendarz świętych. Ciekawsi święci podkreśleni i streszczenie o nich możesz przeczytać na jednym z wysłanych zdjęć. A jak chcesz więcej wejdź na link, który jest obok danego świętego w kalendarzu.
***
1. TEMAT: ZOBACZYŁ WE MNIE COŚ, CZEGO SAM NIE WIDZIAŁEM.
Dwa pierwsze fragmenty powinny być w poprzednim odcinku wg chronologii, ale uleciały mi.![]()

ZOBACZYŁ WE MNIE COŚ, CZEGO SAM NIE WIDZIAŁEM
Nie każdy mistrz trafia na salę treningową z własnej woli. George Foreman trafił tam… po ulicznej bójce. Gdy przeraził przechodniów, okładając drobniejszego chłopaka, zainterweniował Doc Broadus – trener, ale i ktoś więcej: człowiek, który potrafił spojrzeć głębiej.
– „Wielkoludzie, może spróbujesz z kimś swojego rozmiaru?” – rzucił, po czym zaprosił agresora do sali bokserskiej. W tym jednym momencie uruchomił przemianę, której nikt jeszcze nie przeczuwał.
– „Doc zobaczył we mnie coś, czego sam nie widziałem” – mówił po latach sam Foreman.
Broadus nigdy nie zapomniał tego spojrzenia:
– „W jego oczach zobaczyłem błaganie o pomoc. Wielki, silny chłopak, którego wszyscy się bali… a teraz patrzył na mnie jak ktoś, kto całe życie czekał na to, by ktoś go zauważył.”
W sali treningowej George znalazł kierunek.
WORKI TRENINGOWE PĘKAŁY OD JEGO CIOSÓW
Świat zobaczył go po raz pierwszy podczas igrzysk olimpijskich w Meksyku w 1968 roku. Przed finałem miał na koncie zaledwie 20 walk, a zmierzyć się musiał z legendą ZSRR – Jonasem Cepulisem, który stoczył ich… 220.
To nie miało znaczenia.
Foreman zamienił ring w arenę polowania – ganiał rywala, aż go zastopował. Bił tak potężnie, że worki treningowe pękały od jego ciosów. A podczas przygotowań? Chodził sobie z… krową na plecach. Bez wysiłku.
Choć nosił amerykańską flagę z dumą, jego największe bitwy nie toczyły się w ojczyźnie.
Portoryko, Kongo, Japonia, Wenezuela, Jamajka – gdziekolwiek się pojawił, przyciągał tłumy.
Polaryzował, fascynował, przerażał.
KIEDY GORĄCZKA WALKI STAJE SIĘ PIEKŁEM 
Na papierze miała to być tylko rozgrzewka. Jimmy Young – techniczny cwaniak, który o mały włos nie ograł Muhammada Alego – miał paść przed ciosem „Big George’a”, a potem wielki rewanż i rekordowe 17 milionów dolarów za walkę stulecia. Taki był plan.
Ale boks to nie bajka. Foreman zlekceważył warunki. Wylądował w Portoryko… w dniu walki. A w ringu czekał nie tylko Young, ale i piekielny żar – 35 stopni Celsjusza. Rywal unikał walki w zwarciu, tańczył, punktował, frustrował. George z każdą rundą wyglądał coraz gorzej. W dwunastej – upadł. Sędziowie nie mieli wątpliwości. W górę powędrowała ręka Younga.
Ale to, co najważniejsze, wydarzyło się już po gongu. W szatni Foreman zasłabł. Zemdlał. A może… coś więcej?
– „Czułem się jakbym tonął w pustce. Jakbym był na szerokim morzu – nic pod nogami, nic przed oczami. Czułem zapach smutku tak głęboki, że nie da się go porównać z żadną myślą, jaką człowiek może mieć. Umierałem.” – opowiadał później w wywiadzie.
– „Nie pożegnałem się z matką, z dziećmi… Wszystkie moje pieniądze – rozrzucone po pudełkach… Życie rozpadało się jak spalony papier. I wtedy powiedziałem: ‘Nie sądzę, że umieram. Wciąż wierzę w Boga’. I wróciłem. Znów poczułem, jak krew płynie mi w żyłach.”
Zabrzmiało jak objawienie. Nikt mu nie wierzył. Ale George wiedział swoje. Po tym dniu odłożył rękawice, zostawił ring po dwóch porażkach, które bardzo dotkliwie go zmieniły i zrównały z ziemią, zajął się Ewangelią. Stał się kaznodzieją protestanckim.
DWIE PORAŻKI – DWIE RANY, KTÓRE BARDZO ZABOLAŁY
Rok 1974. Porażka z Muhammadem Alim w legendarnym „Rumble in the Jungle” zabolała głęboko. George szukał winnych wszędzie: w narożniku, w sztabie, w świecie. Podejrzewał nawet, że został… otruty. Ale czas zatarł gorycz, a Foreman z pokorą spojrzał na przeszłość:
– „Przegrałem z Największym. Ali rzeczywiście nim był. Nie mam się czego wstydzić.”
Gorsza była druga przegrana – z Jimmym Youngiem. To wtedy, po brutalnej walce i duchowym przeżyciu w szatni, świat zobaczył nowego Foremana.
Ale ring nie dawał o sobie zapomnieć.
TELEFON OD DON KINGA – WIELKIEGO PROMOTORA BOKSU
Zadzwonił Don King, jak zwykle teatralny:
– „George, miałem wizję. Twój zmarły przyjaciel Hayward Moore prowadził nas ku sobie… Widziałem cię w ringu z krzyżem na spodenkach!”
– „Don, krzyża nie nosi się na szlafroku, tylko w sercu” – odpowiedział spokojnie Foreman i odłożył słuchawkę.
|
W Polsce znajduje się 17 sanktuariów pod Jego wezwaniem: |
WIELKI POWRÓT… MICHELIN WRACA NA RING
Dziesięć lat po duchowym przebudzeniu Foreman znów założył rękawice.
9 marca 1987 roku powrócił, ale nie jako gladiator z młodości. Wyglądał jak ludzik Michelin, z czego nie omieszkały kpić media. Ważył ponad 140 kg, był łysy i uśmiechnięty – bardziej przypominał pastora niż boksera.
Wrócił – nie dla chwały, ale dla pieniędzy. Jak Ali, Sugar Ray Robinson, Joe Louis… Z tą różnicą, że Foreman nie wrócił do bokserskiego mainstreamu.
Toczył walki w małych halach, z rywalami, których nazwisk nikt nie znał. Obijał ich jednego po drugim.
– „Ten objazdowy cyrk pokazuje, że jeśli wystarczająco długo w coś wierzysz, inni też zaczną wierzyć.” – zżymał się Emanuel Steward. – „Nigdy nie widziałem tak dobranego zestawu nieudaczników.”
Ale Foreman miał plan.
– „Potrzebowałem tych walk. Odzyskiwałem pewność siebie, zrzucałem wagę. Aż w końcu…”
Zaczęło robić się głośno.
Znowu.
– „To jest mój ostateczny cel. Wróciłem do boksu dla walki z Tysonem. Wygrywając tytuł mistrza świata chcę pokazać każdemu facetowi po czterdziestce, że życie się wtedy nie kończy.” – przekonywał dziennikarzy.
UCIEKAJĄC PRZED DONEM KINGIEM
Po walce z Moorerem Foreman dobrowolnie zrezygnował z pasa WBA – nie chciał współpracować z Donem Kingiem, promotorem Tony’ego Tuckera, który był obowiązkowym pretendentem. Foreman wolał stracić tytuł niż mieć cokolwiek wspólnego z najbardziej kontrowersyjnym promotorem w dziejach boksu.
Po zdobyciu mistrzostwa świata pokonując Michaela Moorera, Foreman już nie walczył z każdym. Ostrożnie dobierał przeciwników, co – po czasie – zaczęło drażnić federacje bokserskie. 
Zachował za to pas IBF i stanął do walki z Axelem Schulzem. Niemiec był w tej walce lepszy, ale sędziowie przyznali zwycięstwo Foremanowi, co wywołało niemałe kontrowersje. Foreman zgarnął wtedy także wakujący pas WBU, a niedługo później sam zrezygnował z tytułu IBF. Pas ten odzyskał… Michael Moorer, który pokonał Schulza.
George stoczył jeszcze trzy walki: na punkty pokonał Crawforda Grimsleya i Lou Savarese’a. Ostatnią walkę odbył w listopadzie 1997 roku – przegrał z Shannonem Briggsem, choć wielu uznało, że werdykt był niesprawiedliwy.
Foreman nie protestował. Gdyby wygrał, najpewniej zmierzyłby się z Lennoxem Lewisem – do tej walki jednak nigdy nie doszło.
George Foreman miał wtedy niemal 49 lat.
I zakończył karierę ponad dekadę po powrocie do ringu, który wszyscy uważali za szaleństwo.
Bilans drugiej kariery? 31 zwycięstw, 3 porażki, 26 nokautów.
GRILL, KTÓRY ZMIENIŁ ŻYCIE – BIZNESOWA LEGENDA FOREMANA
Po zejściu z ringu Foreman stał się ikoną także poza nim. Próbował wielu zajęć:
– był komentatorem HBO (m.in. komentował słynną walkę Gołota vs. Bowe w 1996 roku, a gdy po jej zakończeniu doszło do bójki, próbował powstrzymać osoby szturmujące ring,
– miał własny sitcom,
– reklamował dziesiątki produktów.
Ale dopiero elektryczny grill z jego nazwiskiem przyniósł mu fortunę.
Jeszcze zanim zakończył karierę, Foreman wszedł na zupełnie inny ring – rynek AGD. Na jego rękach jeszcze nie wyschła krew z ostatniego pojedynku, gdy zaczął… reklamować domowy grill elektryczny.
Nie był to jednak zwykły produkt. Grill odprowadzał tłuszcz, smażył szybciej niż konkurencja i był łatwy w czyszczeniu. Kluczowa była jednak twarz kampanii.
– „To tak dobra rzecz, że umieściłem na niej swoje nazwisko” – mówił z uśmiechem George.
I zadziałało.
Sprzedaż poszybowała – ponad 100 milionów sztuk w 15 lat, a Foreman inkasował początkowo nawet miesięcznie 4,5 mln dolarów.
W 1999 roku sprzedał prawa do używania swojego nazwiska na zawsze. Cena? 138 milionów dolarów.
W zaskakujący sposób to właśnie grill, a nie pięści, przyniósł mu prawdziwe bogactwo.
Bilans życia? Znacznie bardziej imponujący.
1) Udało mu się uzyskać wielką fortunę po karierze w przeciwieństwie do Mike Tysona, który stracił 600 mln dolarów.
2) Do dziś jest najstarszym mistrzem świata wagi ciężkiej (45 lat, 299 dni). A drugi we wszystkich kat. wagowych, bo wyprzedził go Bernard Hopkins dwukrotnie (46 lat i 126 dni oraz 49 lat i 94 dni).
3) Tytuł mistrza świata wagi ciężkiej zdobył w dwóch sportowych epokach, w latach 70. i 90. ubiegłego wieku. Taki odstęp czasowy w przypadku bokserskich czempionów nigdy wcześniej i później nie miał miejsca.
Po sprzedaży praw do marki George Foreman Grill jego fortuna przekroczyła 250 milionów dolarów – tylko z kontraktu.
W chwili śmierci jego majątek szacowano na 300 mln dolarów, co uczyniło go jednym z najbogatszych sportowców w historii.
2. TEMAT: 73 % MĘŻCZYZN NIE MA…
Podczas ostatniej konferencji online Sebastiana Zachary (Ice Tiger). Ogólnie zapisało się ponad 17 000 mężczyzn do 5-dniowego wyzwania na yt za darmo, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu.
W trakcie wydarzenia przeprowadzono anonimową ankietę.
Jedno pytanie.
Jedna odpowiedź.
I jedno uderzenie w twarz, które boli do dziś.
73% z nich odpowiedziało, że NIE MA NIKOGO, NA KOGO MOŻE LICZYĆ.
Nie mają do kogo zadzwonić, gdy wali się świat.
Nie mają ramienia, na którym mogą się wesprzeć.
Nie mają nikogo, komu mogą zaufać bez wstydu.
A są to mężczyźni, którzy są ambitni. Nie chcą być przeciętniakami. Nie chcą zmarnować swojego życia.
Wiesz, co to znaczy?
To znaczy, że 3 na 4 mężczyzn są dziś cholernie samotni w swoich walkach z nałogami, o czystość, o pieniądze, o godne życie, o lepszą sylwetkę, o wieczne szczęście w Niebie.
|
Bardzo niewiele mówił. Apostołował milczeniem, które było jego drogą do świętości: |
(Oczywiście są to wyniki na podstawie jednej ankiety. Ale można stwierdzić, że coś w tym jest. Pomimo braku większej ilości badań, ankiet itp.)
Twardzi na zewnątrz, ale rozpadają się w środku.
Każdego dnia zakładają maski.
W pracy, w związku, w rodzinie, w siłowni.
I codziennie udają, że „wszystko gra”.
Ale nie gra.
To nie jest tylko Twoja historia.
To jest nasz wspólny problem jako mężczyzn.
System nas nieustannie osłabia.
Nikt nas nie nauczył jak być silnymi.
Jeśli jesteś jednym z tych 73% – to nie Twoja wina.
Ale jeśli zostaniesz z tym sam – to już będzie Twój wybór.
Nie udawaj, że tego nie przeczytałeś.
Masz dwie opcje:
- Zamknąć tego emaila i wrócić do życia w samotności.
- Albo powiedzieć: „Dość. Chcę czegoś prawdziwego. Potrzebuję wsparcia”
Nie jesteś sam, ale musisz zrobić krok.
Naprawdę. Bo silny facet to nie ten, który wszystko znosi w ciszy.
Silny to ten, który potrafi powiedzieć: „Potrzebuję wsparcia.”
Jest Bóg. Jest Maryja. Są święci. Są po Twojej stronie. Chcą Ci pomóc być silniejszym.
Ja też chcę Ci pomagać poprzez modlitwę, treści tu publikowane.
Co wybierasz?
***
3. TEMAT: SUKCES KARMI SIĘ…
Sukces karmi się wiarą – prawda, którą znają tylko nieliczni.
Wiesz, co łączy największych wojowników sportu — takich jak Conor McGregor czy Mike Tyson?
Nie tylko talent. Nie tylko ciężka praca.
Nie tylko fizyczna siła. Chodź twierdzili, że talentu nie mieli. Ale mieli talent i coś jeszcze:
Coś znacznie głębszego — WIARA.
Conor McGregor przez lata powtarzał:
„Wierzę w siebie, nawet gdy nikt inny tego nie robi.”
Jego pewność siebie, niemalże bezczelna, nie była jedynie pustym gadaniem — była fundamentem, na którym zbudował swoje imperium.
A Mike Tyson? Młody chłopak z trudnego środowiska, który uwierzył dzięki Cusowi D’Amato — legendarnemu trenerowi i mentorowi.
D’Amato zaszczepił w nim coś, czego nikt mu wcześniej nie dał: wiarę, że jest najlepszy na świecie.
Ale prawda jest taka:
Wiara w sukces to nie jest coś, co każdy ma.
Każdy sportowiec wie, że trzeba wierzyć.
Każdy słyszał, że „wiara czyni cuda”.
Ale… tylko nieliczni naprawdę wierzą wystarczająco mocno, aby dotrzeć na szczyt.
Wiara to coś więcej niż pozytywne myślenie czy motywujące hasła.
To wewnętrzna siła, która sprawia, że wstajesz, gdy inni zostają na ziemi.
To determinacja, która popycha cię dalej, gdy wszystko w tobie krzyczy „dość”.
Zastanów się:
Ile razy słyszałeś, że musisz wierzyć w siebie?
Ile razy powtarzałeś to sobie, ale po cichu wątpiłeś?
Ile razy bałeś się, że nie dasz rady, ale udawałeś, że tak?
Tu leży RÓŻNICA MIĘDZY PRZECIĘTNIAKIEM, A MISTRZEM.
Mistrz ma tę wiarę tak głęboko zakorzenioną, że żadne przeszkody jej nie wymażą.
Przeciętny zatrzymuje się, gdy nadchodzi trudność.
Wiara nie pojawia się znikąd.
Można ją budować: przez małe zwycięstwa, codzienne działania, modlitwę, otoczenie się ludźmi, którzy w ciebie wierzą i przez ciągłe przypominanie sobie, dlaczego walczysz.
Wiara jest jak mięsień — im więcej ją trenujesz, tym jest silniejsza.
Nie pozwól, aby brak wiary stał się twoją wymówką.
Zainwestuj w nią codziennie.
Bo sukces nie jest przypadkiem.
Sukces to wiara, która nigdy się nie poddaje.
A Ty? Jak bardzo wierzysz w siebie dzisiaj?
Czy jesteś gotów trenować ten najważniejszy mięsień?
POLECAM STARSZE ODCINKI Z CONOREM MCGREGOREM I MIKE TYSONEM:
Pierwsze tematy w następujących odcinkach:
https://www.swiatlowmroku.pl/
https://www.swiatlowmroku.pl/
https://www.swiatlowmroku.pl/
https://www.swiatlowmroku.pl/
https://www.swiatlowmroku.pl/
***
4. TEMAT: DZIĘKUJĘ.
Polecam jak zawsze ofiarowanie „zamówienie” Mszy św. jeden, kilku czy gregorianki za żywych czy zmarłych.
Modlę się także za moich dobrodziejów.![]()
Proszę o wsparcie, a na pewno WAS nie zawiodę.
|
Krzysztof Faron |
***
KALENDARZ ŚWIĘTYCH:
8 CZERWCA:
– Św. Jadwiga królowa,
– Św. Medard,
– Św. Wilhelm z Yorku,
– Bł. Diana i Cecylia,
– Św. Jakub Berthieu,
– Bł. Maria od Bożego Serca.
9 CZERWCA:
– Bł. Anna Maria Taigi,
– Św. Efrem Syryjczyk,
– Bł. Mikołaj z Gesturi,
– Św. Józef de Anchieta,
– Św. Kolumba (Starszy) z Hy (Iona).
10 CZERWCA:
– Bł. Bogumił-Piotr,
– Bł. Jan Dominici,
– Bł. Eustachy Kugler.
11 CZERWCA:
– Św. Barnaba,
– Św. Paryzjusz,
– Paula Angela Maria Frassinetti.
12 CZERWCA:
– Bł. 108 męczenników z czasów II wojny światowej,
– Św. Leon III,
– Św. Onufry Wielki,
– Św. Kasper Bertoni,
– Św. Benedykt Menni,
– Bł. Maria Kandyda od Eucharystii,
– Bł. Stefan Bandelli.
13 CZERWCA:
– Św. Antoniego z Padwy.
14 CZERWCA:
– Bł. Michał Kozal,
– Św. Metody Wyznawca,
– Bł. Gerard z Clairvaux,
– Św. Elizeusz.
Kto wytrwał to gratuluję 😀 Wszystkim czytelnikom, zwłaszcza, którzy tu dotarli z serca błogosławię:
BENEDICAT TIBI OMNIPOTENS DEUS PATER+ET FILIUS+ET SPIRITUS SANCTUS+AMEN.
A.M.D.G.
„Idźcie do śś. Maryi i Józefa”



