CCXLIX (249) odc. CHCIELI, ŻEBY ODSZEDŁ. PÓŹNIEJ WALCZYŁ O MISTRZOSTWO.
W poprzednim odcinku… Repetitio est mater studiorum.
1. Granica, której nikt nie mógł przekroczyć.
2. Krzyż od Boga czy ciężar, który sam sobie dokładasz?
3. „Jesteś już za stary.”
Laudetur Iesus Christus et Maria Mater Eius.
Odcinek CCXLIX (249)
1. TEMAT: Granica, której nikt nie mógł przekroczyć.
2. TEMAT: Bóg dał Ci kolejny dzień.
3. TEMAT: Chcieli, żeby odszedł. Później walczył o mistrzostwo.
4. TEMAT: Dziękuję.
5. Kalendarz świętych. Ciekawsi święci podkreśleni i streszczenie o nich możesz przeczytać na jednym z wysłanych zdjęć. A jak chcesz więcej wejdź na link, który jest obok danego świętego w kalendarzu.
***
1. TEMAT: GRANICA, KTÓREJ NIKT NIE MÓGŁ PRZEKROCZYĆ.
Roger Gilbert Bannister urodził się 23 marca 1929 roku w Harrow w Anglii. Zmarł 3 marca 2018 roku w Oxfordzie, w wieku 88 lat. Był lekarzem, neurologiem i lekkoatletą. Do historii przeszedł jako pierwszy człowiek, który przebiegł milę (ok. 1,61 km) w czasie krótszym niż 4 minuty.
Przez lata ta granica wydawała się niemal nieosiągalna. Rekord świata wynosił 4:01,4 i przez dziewięć lat nikt nie potrafił go poprawić. Niektórzy fizjologowie uważali nawet, że przebiegnięcie mili poniżej czterech minut może być niemożliwe, a próba pokonania tej bariery — niebezpieczna dla zdrowia.
Cztery minuty stały się czymś więcej niż wynikiem sportowym. Były symboliczną granicą ludzkich możliwości.
TRENING MIĘDZY SZPITALEM A STADIONEM
Bannister nie miał jednak warunków, jakie dziś kojarzymy z zawodowym sportowcem. Studiował medycynę w St Mary’s Hospital w Londynie, a później pracował tam również jako lekarz. Nie mógł podporządkować całego życia treningom. Między zajęciami, nauką i obowiązkami szpitalnymi musiał znaleźć czas na przygotowania do jednego z największych wyzwań w historii lekkoatletyki.
Często wykorzystywał więc przerwę obiadową. Zdejmował biały fartuch, docierał na tor Paddington Recreation Ground, trenował intensywnie przez około 35 minut, brał prysznic i wracał do szpitala. Cała wyprawa zajmowała mu znacznie więcej niż sam trening. W przygotowaniach pomagała mu wiedza medyczna i fizjologiczna.
PORAŻKA, KTÓRA POKAZAŁA MU, CZEGO BRAKUJE
Bannister miał już za sobą doświadczenie, które wiele go nauczyło. Podczas igrzysk olimpijskich w Helsinkach w 1952 roku wystartował w biegu na 1500 metrów. Był jednym z kandydatów do medalu, ale ukończył rywalizację dopiero na 4 miejscu.
Przed igrzyskami trenował niewiele. Dodatkowo organizatorzy zmienili harmonogram zawodów: zawodnicy musieli pokonać eliminacje, półfinał i finał w ciągu trzech kolejnych dni. W decydującym biegu Bannister znalazł się w dobrej pozycji przed ostatnim zakrętem, ale zabrakło mu sił na finisz.
Co ciekawe, Bannister później przyznawał, że gdyby w Helsinkach zdobył złoty medal, prawdopodobnie zakończyłby karierę. Być może więc właśnie porażka sprawiła, że historia potoczyła się inaczej. Dwa lata później, zamiast odchodzić ze sportu jako mistrz olimpijski, stanął na bieżni w Oxfordzie.
Czasem niepowodzenie nie zamyka historii. Może sprawić, że potoczy się ona zupełnie inną drogą.
6 MAJA 1954 ROKU — DZIEŃ PRÓBY
Bannister miał za sobą poranny dyżur w szpitalu w Londynie. Następnie pojechał pociągiem do Oxfordu, gdzie wieczorem miał wystartować.
Pogoda była kiepska — wiał silny wiatr, a zawodnik do ostatniej chwili zastanawiał się, czy nie przełożyć próby. Ostatecznie zdecydował się pobiec. Pomagali mu dwaj przyjaciele, Chris Brasher i Chris Chataway, którzy nadawali odpowiednie tempo.
Na ostatnim okrążeniu Bannister przyspieszył. Dobiegł do mety, a zegar wskazał: 3:59,4!
Na stadionie było około 3 tysięcy osób. Spiker zaczął ogłaszać wynik, ale kiedy powiedział „trzy minuty…”, dalszą część zagłuszył wybuch radości publiczności.
Granica, której przez lata nie potrafił przekroczyć żaden człowiek, właśnie została złamana.
TO NIE BYŁ KONIEC HISTORII
I nie był to tylko kolejny rekord. Bannister przesunął granicę tego, co uważano za możliwe.
Zaledwie 46 dni później Australijczyk John Landy również przebiegł milę poniżej czterech minut. W sierpniu obaj spotkali się w bezpośrednim pojedynku podczas Igrzysk Imperium Brytyjskiego w Vancouver. Bannister wygrał, uzyskując 3:58,8, a ich rywalizacja przeszła do historii jako „Miracle Mile” — Cudowna Mila.
W tym samym roku Bannister zdobył mistrzostwo Europy na 1500 metrów. Pod koniec 1954 roku, mając zaledwie 25 lat, zakończył karierę lekkoatletyczną, aby skupić się na medycynie. Został cenionym neurologiem, a w 1975 roku otrzymał tytuł szlachecki za zasługi dla tej dziedziny.
SZEŚĆ DZIESIĄTYCH SEKUNDY
Przez dziewięć lat cztery minuty wydawały się granicą nie do przekroczenia. Bannister pokonał ją o sześć dziesiątych sekundy — trenując między studiami i pracą w szpitalu.
Nie miał życia podporządkowanego sportowi. Miał cel, ograniczony czas i sposób, by wykorzystać go maksymalnie.
A jego wyczyn na zawsze zmienił historię biegania.
A to dopiero pierwsza część historii Bannistera. W drugiej przyjrzymy się temu, co zrobił inaczej niż inni.
nagranie rekordu: https://www.thesun.ie/sport/2259842/sir-roger-bannister-dead-aged-88-four-minute-mile-record-breaker-dies-after-parkinsons-battle/
|
Kapłan Szatana modli się na różańcu. |
***
2. TEMAT: BÓG DAŁ CI KOLEJNY DZIEŃ.
Wstajesz. Praca, obowiązki, telefon, internet, trochę rozrywki. Wieczorem zasypiasz. I tak kolejny dzień. Kolejny tydzień. Kolejny rok.
A grzech, z którym miałeś zerwać, nadal jest obecny. Modlitwa wciąż czeka na „lepszy moment”. Spowiedź św. odkładasz na później. Z człowiekiem, któremu powinieneś przebaczyć, nadal nie rozmawiasz. Wiesz, co powinieneś zmienić — ale ciągle znajdujesz powód, żeby tego nie robić.
Ile jeszcze razy powiesz sobie: „zacznę jutro”?
Może wmawiasz sobie, że masz czas. Że najpierw uporządkujesz życie, poprawisz sytuację finansową, uporasz się z obowiązkami, a dopiero potem poważnie zajmiesz się Bogiem.
Tylko że Bóg nie obiecał ci jutra.
Święty Jakub ostrzega: „Nie wiecie przecież, co jutro będzie” (Jk 4, 14). A Chrystus opowiada o człowieku, który zgromadził majątek i planował spokojną przyszłość, lecz tej samej nocy miał umrzeć. „Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie” (Łk 12, 20).
To nie jest wezwanie do życia w strachu. To przypomnienie, że życie nie należy do nas na własność, a nawrócenie nie jest sprawą, którą można bez końca przesuwać w kalendarzu.
Możesz mieć plany na następne dziesięć lat, a jednocześnie zaniedbywać najważniejszą sprawę swojego życia: zbawienie własnej duszy.
I właśnie tutaj Chrystus stawia pytanie, od którego nie da się uciec:
„Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?”
(Mt 16, 26)
Możesz zdobyć pieniądze, pozycję, uznanie i wszystko, o czym marzysz. Ale jeśli po drodze zgubisz własną duszę, co właściwie wygrałeś?
Nie musisz dziś rozwiązać wszystkich problemów. Ale przestań udawać, że nie wiesz, od czego powinieneś zacząć.
Jeśli żyjesz w grzechu ciężkim — idź do spowiedzi św. Jeśli zaniedbałeś modlitwę — uklęknij dziś, choćby na pięć minut. Jeśli krzywdzisz bliskich — przestań szukać usprawiedliwień. Jeśli od dawna uciekasz od Boga — wróć do Niego.
Nie dlatego, że jutro na pewno będzie za późno. Dlatego, że nie masz żadnej gwarancji, że jutro w ogóle nadejdzie.
Bóg dał ci kolejny dzień. Nie zmarnuj go na zdobywanie wszystkiego, co kiedyś będziesz musiał zostawić, zaniedbując Tego, przed którym kiedyś staniesz.
|
7 PAŹDZIERNIKA: NMP Różańcowej, św. Justyny z Padwy. – ŚWIATŁO W MROKU Wspomnienie zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty katolickiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto. |
***
3. TEMAT: CHCIELI, ŻEBY ODSZEDŁ. PÓŹNIEJ WALCZYŁ O MISTRZOSTWO.
W pierwszym odcinku zmierzyliśmy się z pokusą: „Jesteś już za stary”. Ale wiek to tylko jeden z argumentów, którymi człowiek potrafi przekonać samego siebie, że nie warto już próbować.
Czasem słyszysz coś innego: „Po tylu porażkach daj sobie spokój. Ile można próbować? Może po prostu się do tego nie nadajesz”.
Mark Hunt wiedział, jak nokautować rywali. Ale przychodził na walki i przegrywał. Raz, drugi, trzeci… aż sześć razy z rzędu. W pewnym momencie UFC chciało zapłacić mu za odejście. On odmówił.
Mark Richard Hunt, znany jako „The Super Samoan”, urodził się 23 marca 1974 roku w Nowej Zelandii. Był mistrzem turnieju K-1 World Grand Prix w 2001 roku, ale jego kariera w MMA weszła w fatalny okres. Od 2006 do 2010 roku nie potrafił wygrać żadnej z sześciu kolejnych walk. Przegrywał między innymi z Alistairem Overeemem i Fedorem Jemieljanienką. Pięć z tych sześciu porażek zakończyło się poddaniem.
Gdy UFC przejęło kontrakt Hunta po zakupie organizacji PRIDE, sytuacja wyglądała ponuro. Organizacja nie chciała już inwestować w zawodnika z taką serią porażek. Zaproponowano mu pieniądze za rozwiązanie kontraktu i odejście. Hunt mógł wziąć pieniądze i zakończyć ten rozdział. Odmówił. Chciał dalej walczyć. Nawet jego debiut w UFC we wrześniu 2010 roku zakończył się porażką — szóstą z rzędu w MMA.
A potem coś się zmieniło.
W lutym 2011 roku Hunt znokautował Chrisa Tuchscherera. Później pokonał Bena Rothwella, Cheicka Kongo i Stefana Struve’a. Cztery zwycięstwa z rzędu! Z człowieka, którego UFC chciało się pozbyć, stał się jednym z najgroźniejszych zawodników wagi ciężkiej. W 2013 roku dostał walkę z Juniorem dos Santosem, której stawką było prawo do pojedynku o mistrzostwo. Przegrał, ale jego droga na szczyt nie była już tylko marzeniem.
W listopadzie 2014 roku stanął przed szansą zdobycia tymczasowego pasa mistrzowskiego UFC w wadze ciężkiej. Jego rywalem był Fabricio Werdum. Tym razem Hunt przegrał przez nokaut techniczny w drugiej rundzie. Pasa nie zdobył. Nie został mistrzem UFC, ale przeszedł drogę od sześciu porażek i próby wykupienia kontraktu do walki o mistrzowski tytuł.
LEKCJA: porażka może pokazać, że coś robisz źle. Ale nie musi oznaczać, że nie masz już szans. Czasem trzeba zmienić sposób działania, poprawić braki i dać sobie kolejną szansę — nawet wtedy, gdy inni przestali już w ciebie wierzyć.
Hunt nie dostał bajkowego zakończenia z pasem na biodrach. Dostał coś innego: dowód, że sześć porażek z rzędu nie musi być ostatnim rozdziałem.
|
8 PAŹDZIERNIKA: Św. Pelagia (Małgorzata). – ŚWIATŁO W MROKU Nawrócona prostytutka obdarzona nieprzeciętną urodą. |
***
4. TEMAT: DZIĘKUJĘ.
Polecam jak zawsze ofiarowanie „zamówienie” Mszy św. jeden, kilku czy gregorianki za żywych czy zmarłych.
Modlę się także za moich dobrodziejów.🙏
Proszę o wsparcie, a na pewno WAS nie zawiodę.
|
Krzysztof Faron |
***
KALENDARZ ŚWIĘTYCH:
4 PAŹDZIERNIKA: https://www.
- Św. Franciszek z Asyżu.
5 PAŹDZIERNIKA: https://www.
- Bł. Bartłomiej Longo,
- Bł. Albert Marvelli,
- Bł. Franciszek Ksawery Seelos
- Bł. Rajmund z Kapui.
- Św. Brunon,
- Bł. Jakub (Dydak) Alojzy de San Vitores,
- Bł. Innocenty z Berzo,
- Bł. Maria Franciszka od Pięciu Ran Pana Jezusa.
7 PAŹDZIERNIKA: https://www.
- NMP Różańcowej,
- św. Justyny z Padwy.
8 PAŹDZIERNIKA: https://www.
- Św. Pelagia (Małgorzata).
- Św. Abraham, patriarcha,
- Bł. Wincenty Kadłubek,
- Św. Dionizy,
- św. Rustyk i św. Eleuterius,
- Św. Jan Leonardi,
- Św. Ludwik Bertrand,
- Św. brat Cyryl Bertram i Towarzysze.
10 PAŹDZIERNIKA: https://www.
- Św. Tomasz z Villanova,
- Św. Paulin z Yorku,
- Św. Jan z Bridlington,
- w. Daniel i Towarzysze,
- Bł. Maria Angela Truszkowska.
11 PAŹDZIERNIKA: https://www.
- Św. Aleksander Sauli,
- Św. Bruno I Wielki,
- Św. Jan XXIII.
A.M.D.G.
„Idźcie do śś. Maryi i Józefa”
BENEDICAT TIBI OMNIPOTENS DEUS PATER+ET FILIUS+ET SPIRITUS SANCTUS+AMEN.


